•   Środa, 21 października 2020
Tłumaczenia specjalistyczne

Język, za który można umrzeć

Dziś nadal istnieją pewne ukryte miejsca, gdzie plemiona i społeczności są całkowicie odizolowane od świata zewnętrznego. Niewiele wiadomo o nich, jeśli chodzi o sposób organizacji ich społeczeństwa, ich tradycje, przekonania, dietę i oczywiście ich języki.

W ramach tej grupy prawie nieznanych społeczności istnieje skrajny przypadek: mała, północna wyspa Sentinel, położona na archipelagu Andaman w Zatoce Bengalskiej na Oceanie Indyjskim. Ale, co czyni tę grupę wyspiarzy tak szczególną? Cóż, odkąd wyspa stała się znana, jej mieszkańcy od samego początku pozostawili bardzo jasne przesłanie: nikt spoza wyspy nie jest mile widziany. Kto wejdzie na jej piękne plaże, natychmiast otrzyma karę śmierci, bez słów i ostrzeżeń. Dlatego też rząd Indii całkowicie zakazał zbliżania się do wyspy, nie tylko ze względu na ryzyko pewnej śmierci, ale również dlatego, że każda choroba, w tym zwykła grypa sprowadzona z zewnątrz, może zabić całą jej ludność.

Najlepiej więc zostawić ich w spokoju. Ale co tak naprawdę z nimi robimy? Szacuje się, że ci tubylcy przybyli na wyspę z Afryki około 50 tysięcy lat temu, zachowując od tego czasu swoje pochodzenie etniczne i kulturę w nienaruszonym stanie. Wiadomo, że żyją z łowiectwa, rybołówstwa i zbierania owoców, ale ich tradycje i sposób życia są zupełnie nieznane. Znajomość ich języka może być kluczem do zrozumienia ewolucji innych rodzimych języków. Dla lingwistów i antropologów jest to trudna do zdobycia figurka. Ale wiedzą oni, że ceną za chęć do badań jest pewna śmierć.

Północny Sentinel pojawił się niedawno, gdy młody amerykański misjonarz odważył się nielegalnie opuścić wyspę, aby nauczyć Sentinelesa słowa Bożego, ale gdy tylko dotarł na plażę, tubylcy przywitali go prysznicem zatrutych strzał zamiast słów.

O ile wiadomo, tylko jeden człowiek, antropolog, był w stanie nawiązać kontakt z mieszkańcami wyspy i żył, by opowiedzieć tę historię. Jego sztuczka polegała na tym, by przybyć z darami, nigdy nie wdepnąć na wyspę, lecz pozostać w wodzie, gdzie ledwo mógł stanąć, i zawsze cofać się, gdy Sentinelese byli źli lub wydawali się groźni. Mimo tych bliskich spotkań, ten antropolog też nie mógł się wiele o nich dowiedzieć. Tak więc jego kultura, a nawet liczba mieszkańców wyspy pozostaje tajemnicą, a my oczywiście nie mamy tłumacza na ich język. Więc może naprawdę najlepiej zostawić ich w spokoju i nie zginąć próbując!

Zobacz również